Będzie tylko lepiej
Nie chodzi o to, żeby pisać to, co się chce dla siebie. Chodzi o to, żeby pisać to, co się chce i dzielić się tym. A jak się nie chce, to się chowa do szuflady. I dalej pisze to, co się chce.
Bzdury często mają sens (co zresztą najlepiej widać po „Fiolce absurdu”…).
Nie, martw się, Ein.
Nowy dom na placu zabaw geeków.
"Z kota to kisiel i ciastka"
Bełkot w tym miejscu narasta jak pleśń w niepłukanej tykwie. Zaprawdę, zaprawdę.
Bełkot wyczułam już dawno, mniej-więcej w momencie, kiedy zaczęłam się nudzić przy pisaniu notek. Z bełkotem zdecydowałam się walczyć, kiedy zasugerował to Szaci. Tak być nie może. Nie mogę bełkotu wam do gardła wpychać, nawet jeśli rzeczywiście ostatnio zajmuję się tylko chistorią, matórą, chistorią, matórą i chistorią. Czuję się jak Lider Szajs i przepraszam serdecznie wszystkich konsumentów.
Ileż można żywić się zupką grzybową i chińskim makaronem z Radomia.
Ddecyzja jest następująca. Już nigdy nie napiszę nic, czego nie będę chciała napisać. Albo o czym wcześniej nie pomyślę.
Widzicie państwo, mnie wystarczyło trzy i pół roku w redakcji, żeby do perfekcji wykształcić w sobie skilla dziennikarza zapchajdziurowego. Potrafię siąść nad kartką / klawiaturą, kiedy mam ochotę / muszę napisać cokolwiek i po prostu to robię. Do dzisiaj pamiętam jak dwa lata temu po przyjeździe z Austrii siedzieliśmy w redakcji, składaliśmy powoli materiał, a Koleżanka Justyna miała akurat niemoc twórczą i nie mogła, po prostu nie była w stanie napisać swojego felietonu o „austriackich facetach kobiecym okiem”, do którego zbierała materiał cały tydzień. Siadłam. Napisałam. Ot, tak. Kto mnie zna, ten wie, że temat „facetów”, ich urody, obyczajów i wpływu piwa na mózg leży mi średnio, bo poza okresem z życiu, kiedy nie cierpiałam ich całego pomiotu, nie patrzyłam na nich stereotypowo. Wiem, czasami mówię, że „wszyscy są daltonistami”, albo „rozróżniają tylko szesnaście kolorów”, albo „znasz tylko dwie barwy: czarny i jeszcze-da-się-wywietrzyć”. Ale czasami sama w to nie wierzę.
Skill dobrego odwalania chałtury i fastrygowania przydaje się bardzo, szczególnie w okresie maturalnym. Zauważyłam jednak, że przeniósł się niechcący na bloga.
Za co przepraszam raz jeszcze.
Bywało zabawnie? Dziękuję. Ale to „zabawnie„ było czasami tylko wypełnieniem pustej przestrzeni edytora w panelu admina. Kiedyś pisałam notki o kładzeniu fug przez Wielkiego E. tak, że wszyscy turlali się ze śmiechu (przynajmniej ci, których widziałam, przy czytaniu). Ale ta notka o fugach miała swój wśrodek. I naprawdę chciałam tego dziecka, kiedy się rodziło. Ostatnio bywało inaczej.
Nie mówię, że zacznę używać wstępu, rozwinięcia, zakończenia, ani że każda moja notka będzie o sensie życia, najnowszej wersji opery czy problemie poruszonym na debata.blog.pl. Chciałabym, żeby było tak, jak wtedy, zanim nauczyli mnie pisać wypracowania maturalne.
Z tego też powodu szukam nowego domu. Jak na razie nie widzę dobrego miejsca. Znajdę – dam znać.
♪ "3 Libras" - A Perfect Circle
auFiolka, w dopełniaczu: Fiol, w wołaczu: Fi! Osiem i dziewięć, może nawet Czterdzieści i Cztery, kto wie. W swoim życiu byłam już rycerzem Jedi, teoretyzującym rewolucjonistą, dorastającym krytykiem muzycznym, w tej kolejności właśnie. Jak już dorosnę chciałabym zostać bohemą artystyczną i Pawłem z Tarsu, powiedzmy. W nielicznych wolnych chwilach rozwijam swoje umiejętności w eRPeGach na peceta. Ewentualnie piszę po ścianach, trampkach, w reszycie od religii i do gazety. Rzeczy różne. Mam słabość do dźwięku afrykańskich bębnów, nocnego nieba, mamrotania buddyjskich mnichów i placów Wiosełka. Ostatnio też do
yerba mate. Staram się nie myśleć o maturze. Staram się myśleć o poranku 16 maja i
"Dziennikach motocyklowych".